5 najbardziej wkurzających tekstów psiarzy: edycja groomer

5 najbardziej wkurzających tekstów psiarzy: edycja groomer

Wprawdzie oficjalny kurs groomerski zrobiłam  niedawno, ale wcześniej strzygłam i czesałam cudze psy, więc podzielę się z Wami moimi „ulubionymi” tekstami i zachowaniami właścicieli.

5.”PRZED CHWILĄ WYCZESANY”

Przyprowadzając psa do groomera właściciele dość często mówią, że piesek przed chwilą/wczoraj był wyczesany, a wystarczy jeden rzut oka żeby przekonać się, że nie był… w ciągu ostatniej dekady. Nie chodzi o to, że nie chce mi się czesać, to moja praca i nie chodzi mi o pojedyncze kołtuny, bo to może zdażyć się każdemu. Dlaczego to denerwuje? Bo klientów umawiam na godziny, często przez telefon, a dogłębne wyczesanie przed kąpielą zajmuje sporo czasu i jest konieczne, bo nie ma nic gorszego niż umyty i wysuszony kołtun. Nawet ogolenie takiego psa jest bardziej czasochłonne. Hitem ostatnio była pani z dwoma shih tzu, z czego suczka była sfilcowana tak, że od potylicy do łapek ściągnęłam z niej koc w całości. Pani usilnie starała mi się wmówić, że przez miesiąc tak ją zapuściła, bo remont. Potem było jej przykro, że nie zostawiłam kitki (kołtun z zafilcowaną gumką w środku).

pinterest.com

4. „WCZORAJ UMYTY”

Często klienci chcąc zaoszczędzić na usłudze myją psa dzień wcześniej w domu… albo mówią, że umyli. Jeśli pies jest w miarę czysty to nie ma problemu, ale pies śmierdzący tak, że zapach ma juz własną osobowość i pchły uciekające spod maszynki nie są spoko i tego chyba nie muszę rozwijać.

3. „JA GO OSTRZYGŁEM SAM, PANI POPRAWI”

Najczęściej połączone jest to z psem, który nie wygląda, bo państwo chceli przyoszczędzić. Dlaczego to denerwuje? Bo doprowadzenie takiego psa to zakładanego wyglądu zajmuje potem trzy razy więcej czasu niż mogłoby gdybym zaczęła od zera, a klient i tak często ma pretensje, że pies nie wygląda tak jak w jego wyobrażeniach. Ponadto naraża psa na dwukrotne poddawanie nielubianym zabiegom i bardzo często zmusza do obstrzyżenia psa na równo pocałości, żeby zatuszować zęby po nożyczkach.

2. „BO ON TEGO TAK NIE LUBI…”

„… więc w domu go nie myję” albo nie czeszę, oraz nie czyszczę uszu i nie obcinam pazurków. To też moja praca, ale ludziom bardzo ciężko jest zrozumieć, że pomiędzy wizytami u groomera trzeba też zadbać o psa (zwłaszcza jeśli wizyty są co 6/8 miesięcy) szczególnie jeśli ma tendencję do infekcji ucha. Warto też długowłosego psa przyzwyczajać do suszarki już od szczeniaka, a także dobrze jest tego zwierza czesać, bo pies podczas pierwszej wizyty w salonie może tak się zestresować, że padnie na zawał czy inny udar (true story, ale nie moje, pies miał podbno jakąś wadę serca).

1. „JA ZOSTANĘ Z FUFUSIEM”

Jeśli zostanie w poczekalni to nie ma problemu, ale sporo ludzi najchętniej wlazłoby na stół. Dlaczego to denerwuje? Większość chojrakujących psów po wyjściu właściciela staje się potulna jak baranki, ale mając wsparcie w postaci ukochanej panci, która na dodatek świergocze do Fufusia, biadoli nad jego losem i mówi, że jest dobrym pieskiem, kiedy ten próbuje łapać maszynkę zębami. Takie Panie dość często próbują też ingerować w cały proces włączając się w strzyżenie czy czesanie dobrą radą. UWAGA! Zdarzają się psy, przy których potrzebny jest właściciel – na przykład padaczkowy spaniel mojej fryzjerki (tej od moich włosów) strzyżony jest wyłącznie w jej asyście.

Mycie, czesanie, suszenie i poskramianie dzikich bestii to kawałek naszego życia, ale nie możemy tego zrobić sami, właściciel musi pomóc, a nie przeszkadzać i oczekiwiać cudów. To jest praca tylko dla pasjonatów, nie da się tego robić nie kochając psów, niestety psy przychodzą z ludźmi, których kocha się trochę mniej.

A Wy? Ogarniacie sami? Oddajecie pod opiekę profesjonalistów? Zdażały Wam się wpadki?

11 thoughts on “5 najbardziej wkurzających tekstów psiarzy: edycja groomer

  1. Wcześniej jak był w domu sam beagle to nie korzystaliśmy z usług psiego fryzjera, ale teraz dołączył do nas kundelek z sierscia ala sznaucer, który wymaga strzyżenia, więc miesiąc temu wybraliśmy się pierwszy raz w życiu. I byłam naprawdę mile zaskoczona, Pani fryzjerka miła, cierpliwa, nawet gryzaka dała szczeniirowi żeby grzecznie dał sobie ostrzyc łeb 😛 Ja przy jego wizycie akurat byłam bo pomagałam go trzymać, wił się jak wąż mały wariat. Z 40 minut strzyżenia zrobiło się 1,5h. Może za drugim razem będzie lepiej! 🙂

    1. Zdarza się i tak, ale lepiej zrobić coś na spokojnie i uchronić psa od traumy niż gonić, żeby wyrobić się na czas 😉 . Z każdym następnym razem będzie już tylko lepiej 🙂
      Buziaki dla Majlo i Triko!

  2. Ja Sonie średnio co pół roku oddaje do groomera, sama nie chcę jej strzyc, przede wszystkim ze względu na brak umiejętności. W domu czeszę ją raz-dwa razy w tygodniu, co skutecznie zapobiega powstawaniu kołtunów. Z moich obserwacji – dużo też zależy od umiejętności samego groomera. Pan, do którego poprzednio chodziliśmy zostawiał psu małe drobne kołtuny, bo twierdził, że z nimi nic nie da się zrobić. Sierść po strzyżeniu wyglądała jeszcze gorzej niż przed a sam pies był mega wystraszony, twierdził też że Sonia okropnie się rzuca i jedynym sposobem jest jej usypianie na czas samej pielęgnacji. Byliśmy tam ze dwa razy, teraz chodzimy gdzie indziej i nie mam żadnych zastrzeżeń. Żadnych kołtunów, pies lubi tam chodzić i zawsze grzecznie znosi zabiegi.

    1. Masz rację! Od umiejętności i od podejścia. Tak jak napisałam, nie jest to praca dla każdego, ale teraz jest sporo „groomerów”. Z każdym kołtunem da się coś zrobić, tylko trzeba chcieć. Wczoraj wyczesywałam spaniela, który miał pod brzuchem kulę wielkości połowy mojej pięści, obyło się bez wycinania 🙂
      Pozdrowienia dla Soni :*

  3. Raz byłam bliska oddać mojego hasiora do czesania, ale się mocno zawzięłam i wyczesałam cały filc lub wycięłam, bo inaczej nie było rady. Było to krótko po tym jak odebraliśmy psa ze schroniska i był mocno zapuszczony. Teraz się zastanawiam czy jednak nie było lepiej oddać w profesjonalne ręce i zaoszczędzić moim amatorskim cierpień;)

  4. no niestety, w każdym zawodzie widzę podobne typy „januszy” i „grażyn” 😛
    Pufa wymaga strzyżenia ale ja jestem połowicznie tym ostatnim typem, siedzącym i gapiącym sie na wszytko. Połowicznie bo skoro już przyprowadziłam sucz do spacjalisty to niech on ogarnia a ja co najwyżej wdaję sie w ploteczki z psiego świata z panią groomerką.
    Ale niestety całe to siedzenie na tyłku w moim przypadku wynika z tego co widziałam na własne oczy- super grjumerka , pozytywne podejście aż tak że jak tylko właściciel wyjdzie głupi jaś w tyłek lub 2.wersja: pies spieprzający z salonu, bo jakoś tak się wywinął, po ruchliwej ulicy i w panice.
    Tak mną to wstrząsnęło, szczególnie ze widziałam , znam właścicieli i psy i wiem że to nie wina agresywnego pimpusia , ze postanowiłam gapić się czy wszystko ok 🙂
    a teraz, po 3 latach, przez wyjazd naszej ulubionej zaufanej pani zaczęłam sama strzyc i jak na razie jest ok 😀

    1. Ciekawe skąd miała? Ja podaję głupiego jasia tylko na wyraźną prośbę właściciela i tylko dlatego, że pracuję w lecznicy, jak zawołam weta w razie „W” to przyjdzie (więc to nawet nie ja podaję), ale osobiście wolę strzyc psy na żywo, bo ciężko ocenić efekt na leżącym psie.
      Siedzenie jest ok, jeśli pies zachowuje się w porządku przy właścicielu, bo sporo psiaków przestaje być wcieleniem szatana po wyjściu panci i można zrobić wszystko na spokojnie 😉 . A znam przypadek, gdzie pani kategorycznie zabroniła zakładania psu kagańca, pomimo wskazań i pies w końcu dziabnął groomerkę… Natomiast miły pies i rozmowny klient to bajka, bo my gadamy głównie do psów 😀

  5. Ja czesać moich ciapków nienawidzę. Robię to z musu i płaczę przy tym mocno. Bal jest ofutrzony jak yeti, ujmuje to mu jakiś milion wyglądu, a do tego strasznie utrudnia pracę i żywot w lato.

    Do groomera w związku z tym wybrałam się raz. Jak odebrałam Bala, oniemiałam. Wyglądał jak podnóżek do kanapy, jeszcze gorzej niż jak go zostawiałam.

    Najchętniej tobym Tobie oziki podrzuciła i wywiała w siną dal bo jestem o krok od wzięcia maszynki i ścięcia Bala równo z trawą :p

  6. Ja, ja, ja jestem z tych co zostają z Fufusiem! A w każdym razie byłam, bo Gambit groomera jeszcze nie zaliczył (i nie jest przyzywyczajony do suszarki, shame on me), za to z niunią zostawałam, siedziałam na samym brzegu krzesła i dosłownie wychodziłam z siebie powodując u psa ostrego pierdolca. Założę się, że beze mnie czuła się znacznie lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *