Obrałam kurs na grooming!

Obrałam kurs na grooming!

Przepadam za dokształcaniem. Uwielbiam. Kocham kursy, wykłady, sympozja. Jeśli raz w miesiącu nie zrobię jakiegoś kursu online jestem chora, wymyśliłam zatem, że zostanę groomerem. Po pierwsze – wiedza przyda mi się do obsługi moich własnych psów, po drugie – technicy weterynarii też stale muszą się dokształcać, a technik/groomer to zestawienie wyjątkowo poszukiwane.

Żeby zrealizować ten plan rozpoczęłam poszukiwania instytucji szkoleniowej i to właśnie okazało się sporym problemem – mój wymarzony wrocławski Doggy Diamond pomimo deklaracji z mojej strony sprzedał „moje” miejsce komuś innemu (musiałam dogadać się w sprawie terminu z opieką dla psów itd.), w innych salonach brakowało terminów, więc zaczęłam szukać czegoś poza województwem dolnośląskim. Szukałam, szukałam i trafiłam na Łódź,  najdłużej szkolący ośrodek w Polsce, Psi Salon Ewy Grabowskiej.

Miałam gigantyczne szczęście, tuż przed moim telefonem ktoś zrezygnował z kursu, więc mogłam wskoczyć na interesujący mnie termin (w innym wypadku musiałabym czekać 6 tygodni). NO TO GO!

Do Łodzi postanowiłam dostać się autobusem – nie polecam, 7 godzin płaszczenia tyłka w PRLowskim autobusie, ale nic to, wylądowałam. Noclegi również załatwił ośrodek, więc skierowałam się do prywanej kwatery pani Beaty. Nie byłam przekonana do tego typu noclegu, ale przemiła właścicielka, domowa atmosfera, czysty, miły pokój, dostęp do łazienki i kuchni oraz możliwość powrotów o dowolnej godzinie zrobiły mi ten tydzień (i wietnamska knajpka po drugiej stronie ulicy <3 ).

W poniedziałkowy poranek rozpoczynały się zajęcia. Właścicielka salonu, Ewa Grabowska ma na swoim koncie wiele sukcesów związanych z pielęgnacją psów. Jest posiadaczką ceryfikatu oraz uprawnień jednostki szkoleniowej EGF. Była ekspertem miesięcznika „Mój Pies” oraz jego portalu internetowego www.psy.pl Jest autorką książki oraz licznych publikacji dotyczących pielęgnacji psów, a także właścicielką najstarszej i najlepszej w Polsce szkoły groomingu. Jest też niesamowicie miłą i cierpliwą osobą. Emanuje profesjonalizmem i do każdego psa podchodzi z wielką życzliwością i spokojem, podobnie z resztą do ludzi. Bardzo chętnie dzieli się wiedzą – głównym plusem tego kursu jest fakt, że teoria jest ograniczona do niezbędnego minimum.

Pierwszego dnia głównie oglądaliśmy pracę salonu, chociaż mnie udało się dostać maszynkę do ręki i ogolić sznaucera, trymowaliśmy też (grupowo) przepięknego westie – całe szczeście, że większość właścicieli decyduje się na golenie, bo przy trymowaniu cała grupa dostawała wścieklizny.

Drugiego dnia miałam indywidualne zajęcia w partnerskim salonie – Pasja, głównie ze względu na moje zainteresowanie pastuchami i fakt, że Iza -właścicielka tego salonu hoduje sheltie (wiele trików zostanie przeniesionych na Kserówki). Tam poza standardowymi shih tzu i westie trafiła się prawdziwa perełka – lagotto! Wielka szkoda, że właścicielka wybiera opcję groomingu domowego „na lenia”, bo pies jest przepiękny .

Każdego dnia pracowaliśmy z psami, a pani Ewa opowiadała w międzyczasie co, jak i czym należy zrobić, podchodziła żeby pokazać technikę trzymania nożyczek czy strzyżenia stopy. Poznaliśmy główne techniki pielęgnacji, doboru kosmetyków, czesania i strzyżenia. Pojawiały się psy w typie, rasowe, kundelki. Rasy bardzo popularne i zupełnie zapomniane (pszeniczny terier szkocki!), każda minuta kursu była wypełniona wiedzą i zaangażowaniem. Bardzo lubię takie kursy, bo „Notes from grooming table” mogę poczytać w domu, a korekty ze strony profesjonalistki nie zastąpi nic. Oczywiście mam pół zeszytu notatek na temat sprzętu i kosmetyków, bo przerwy kawowe kipiały teorią, a nasza czteroosobowa grupa okazała się wspaniałą, choć bardzo zróżnicowaną ekipą, ale oczywiście byłam jedyną osobą bez jorka (no regrets).

Bawiłam się cudownie, nauczyłam niesamowicie dużo, a teraz najlepsze – kurs trwa tydzień z możliwością przedłużenia go do momentu kiedy kursant uzna, że umie tyle ile chciał. Dlatego wybieram się do pani Ewy ponownie w sierpniu.

Cena kursu to 1900 zł, dodatkowe dni kursowe nie są płatne. Za tę kwotę otrzymujemy tydzień podstawowy i tyle dni dokształcania ile uznamy za potrzebne. Za luksusy domowych pieleszy pani Beaty płacimy sami – oszałamiające 20 zł za noc. Dojazd pekaesem stanowczo odradzam – drogo, długo i niezbyt wygodnie.

Tydzień w Łodzi dał mi wystarczające podstawy do rozpoczęcia samodzielnego strzyżenia, oczywiście teraz kwestia nabierania praktyki jest po mojej stronie, ale szczerze polecam takie rozwiązanie wszystkim, którzy chcieliby uzyskać dodatkowe kwalifikacje, bo wierzcie mi, że nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda. Pani Ewa każdemu oferuje indywidualne podejście i naukę w komfortowej atmosferze, a jeśli już się uczyć, to u osoby, która prawdowdopodobnie wyszkoliła osobę, która wyszkoliła Twojego groomera.

Petit Basset Griffon Vendeen
Terierka szkocka w kolorze pszenicznym (kosmos!)

 

4 thoughts on “Obrałam kurs na grooming!

  1. Tak oto mój pies doczekał się swojego prywatnego groomera w postaci mojej duchowej siostry. Gratulacje! <3 Podziwiam Cię strasznie, bo ja nie znoszę robić tych wszystkich rzeczy, które trzeba robić z kłakami i czuję na maksymalnie zagubiona w gąszczu dostępnych szczotek, kosmetyków i suplementów.

    1. Ja Cię podziwiam, bo moje psy potrafią zrobić siad, waruj i to wszystko. Tobie i Gambitowi zawsze będę chętnie służyć radą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *